W co gracie w weekend? #506: Nioh 3

 

Nie tak dawno na rynku debiutowało rozszerzenie fabularne do Dynasty Warriors Origins, którym nie zdążyłem się jeszcze w pełni nacieszyć, a Koei Tecmo i Team Ninja atakuje graczy kolejną grą. Nioh 3 przenosi serię w gatunek produkcji z otwartymi światami, stanowiąc jednocześnie jeden z najbardziej ambitnych projektów w historii obu firm. 

W dalszej części tekstu możecie dowiedzieć się o moich wrażeniach z pierwszych dziesięciu godzin spędzonych z tym tytułem.

Wcielamy się tutaj we wnuka Ieyasu Tokugawy, Takechiyo, który ma właśnie zostać kolejnym szogunem. Niestety nie udaje mu się to. Gdyby to było takie proste, to nie byłoby żadnej gry, a ja nie miałbym możliwości podziękować Koei Tecmo za dostarczenie kodu recenzenckiego Nioha 3. Skoro mogę, to dziękuję z całego serca.

W 2025 roku miałem możliwość przejścia i sprawdzenia wielu gier wydanych w tamtym roku. Tym razem na podobne szaleństwa nie mogę sobie już pozwolić, ale jako wielki fan poprzednich dwóch Niohów bardzo chciałem sprawdzić jego kolejną odsłonę, a poprzedzająca premierę gry alfa rozbudziła jedynie mój apetyt kilka miesięcy temu. Dema nawet nie sprawdzałem, bo i tak wiedziałem, że gra mi się spodoba. 

Otwarty świat i Nioh pasują do siebie jak ulał. Ludzie, którzy dwadzieścia lat temu przenieśli serię  Ninja Gaiden w trójwymiar potrafią robić świetne produkcje i Nioh 3 jest tego doskonałym przykładem. 

Wszystkie najważniejsze elementy poprzednich części takie jak misje poboczne, kodamy, gorące źródła czy tryb kooperacji zostały tu przeniesione na grunt olbrzymiej mapy, którą możemy zwiedzać wedle własnego widzi mi się, pod warunkiem, że yokaie nie będą nas za mocno bić. Część z tych opcjonalnych aktywności doczekała się nawet własnych zadań i naprawdę fajne jest to, że teraz można poczuć, że wszystkie te rzeczy wymyślone przez autorów są częścią większej całości. 


W Niohu 3 są momenty skradankowe znane chociażby z Wo Long Fallen Dynasty, pogonie za kotodrapami, które trzeba teraz ściagać, zanim je dopadniemy i oswoimy oraz nowe łasicopodobne stworki chijiko, które trzeba najpierw ustrzelić, żeby no men omen zaczęły się do nas łasić, a także przejmowanie wrogich obozów, niszczenie kolców tygla czy walki z bossami opcjonalnymi, którzy łażą po okolicy lub czekają na nas jako niespodzianka na końcu jakiegoś zadania.

Świat w Niohu 3 jest przeogromny i z łatwością może nas odwieźć od skupienia się tylko na wątku głównym podczas rozgrywki.

Nioh to seria słynąca z wysokiego poziomu trudności. Jak wypada pod tym względem trójka? Można oczywiście skorzystać z pomocy innych graczy i przejść (zazwyczaj) jak burza przez misje fabularne albo męczyć się okrutnie z pierwszym z bossów fabularnych, próbując pokonać go w pojedynkę. 

Byłem po obu stronach barykady. Zawsze lubiłem pomagać innym graczom w Niohach i to się raczej nie zmieni przy okazji trójki. Natomiast muszę pochwalić autorów za to, że jeśli pomagamy innym wojownikom Nioh, a sami nie zaliczyliśmy danej misji fabularnej, to po jej ukończeniu zostaje ona zaliczona dla wszystkich graczy.

Chciałbym napisać, że samodzielne wojaże w Niohu 3 są lekkie i przyjemne, bo spędziłem sporo czasu z dwoma poprzednimi Niohami. Nie byłaby to jednak prawda. Już pierwszy boss dał mi się we znaki i dopóki nie zmieniłem broni z pierwszego najsłabszego drewnianego miecza na włócznię, to męczyłem się z nim okrutnie. Dopiero po jego pokonaniu wszystko poszło jak z płatka, no z wyjątkiem naprawdę potężnych bossów powiązanych z grzechami głównymi, którzy do najłatwiejszych nie należą i jeszcze trochę wody w Wiśle (lub w Sumidzie) upłynie zanim się z nimi uporam.


Całkowitej przebudowie uległ system walki i rozwoju postaci. Mamy tu niejako dwa tryby walki, samuraja oraz wojownika ninja. Każdy z nich ma swoje plusy i minusy. Ich opanowanie i zamienne stosowanie to klucz do zwycięstwa nad hordami yokai, które jak zwykle terroryzują bezbronnych ludzi, a naszym zadaniem jest posprzątać cały bajzel, który po sobie zostawią. 

Ważne są też oczywiście rdzenie dusz, zostawiane przez pokonane przez nas demony, tym bardziej w obliczu tego, że twórcy całkowicie zrezygnowali z drzewka maga onmyo i teraz, żeby uzyskać dostęp do poszczególnych talizmanów, musimy wyekwipować się w konkretny rdzeń i powiązany z nim talizman, zupełnie inaczej niż w poprzednikach, gdzie talizmany odblokowywaliśmy manualnie.


To nie do końca udany pomysł, szczególnie wtedy gdy zależy nam przykładowo na talizmanach uzdrawiających lub na talizmanach pocisków konkretnego żywiołu. W Niohu 2 mogłem ich używać od samego początku. Tu muszę się modlić o to, że pokonam kiedyś właściwego yokaia i zdobędę powiązany z nim rdzeń. Nikt nie wie kiedy to nastąpi.

Nioh 3 to naprawdę kawał dobrego kodu. Nie znaczy to jednak, że wszystko mi się w nim podoba. Rezygnacja z drzewka rozwoju maga onmyo to niestety tylko czubek góry lodowej problemów, które mam z nowym Niohem. 

Nie potrafię zrozumieć tego, że Sony całkowicie zrezygnowało z lokalizacji tej gry. Dwa pierwsze Niohy były po polsku. Ten nie jest. To prawdziwy szok, tym bardziej, że nawet Nintendo zlokalizowało trzy gry w tym roku, a Capcom po wielu prośbach polskich graczy wrócił do Residenta 4 oraz 8 i też je w końcu przetłumaczył. Takich zagrywek to spodziewałbym się po Microsofcie a nie po Sony, które z Nioha zrobiło jedną z najważniejszych marek PlayStation w ciągu ostatnich dziesięciu lat.

Nie do końca jestem też przekonany do otwartego świata w tej serii, bo o ile naprawdę świetnie się eksploruje ogromny świat Nioha 3, tak widać, że nie wszystko się w nim udało i jest dopracowane do końca.


Nigdy nie miałem przykładowo problemów z wchodzeniem po drabinach w Niohach, aż do momentu, gdy nie zagrałem w trzecią odsłonę. Nie mam nic do gier z otwartym światem, ale wiem też, że jak się zajmuje takimi dużymi projektami, to na końcu twórcy mogą o czymś zapomnieć i wydać na rynek grę z niedokończoną animacją wchodzenia po drabinie. 

Takie błędy można też znaleźć w prześwietnym Elden Ring, więc mnie takie rzeczy już nawet nie dziwią. Przyjmuję je z dobrodziejstwem inwentarza gatunku openworldów.

Zakończę swój tekst odpowiedzią na pytanie dotyczące trudności samej gry, które byłem już wcześniej zadałem. Uważam, że poprzez przeniesienie serii w otwarty świat najbardziej ucierpiał design samych miejscówek. Może później jest pod tym względem lepiej, ale brakuje mi takich miejscówek jak zatopiona wioska z pierwszego Nioha, w której walczymy z morskim bossem, Umibozu.

Tam niemal zawsze trzeba było patrzeć pod nogi. W przeciwnym razie zawsze się gdzieś utopiliśmy. Podobnie było z innymi nieuważnymi graczami, którym staraliśmy się pomóc przetrwać. Najlepsze było oczywiście jak po wielu utonięciach udało nam się wreszcie dotrzeć do tego przerośniętego gagatka i na dzień dobry dostawaliśmy prosto w pysk z lasera. Zgon na miejscu. Do dziś się z tego śmieję.

W Niohu 3 nie widziałem jeszcze nic podobnego. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

NES, czyli jak przeżyć dwukrotnie własne dzieciństwo

W co gracie w weekend? #480: Mario Kart World, Jack Jeanne, Soul Hackers, Monster Hunter 3U, Radiant Historia, Trauma Center SO, F-Zero GX, Golden Sun, Pokemon Gold PL, Ogre Battle 64, Pokemon Red PL, Super Mario World i Final Fantasy PL

W co gracie w weekend?#472: FFXIV, Atelier Yumia, Ever17, Monster Hunter Wilds, Steins;Gate 0 PL, Sakura no Uta, Steins;Gate PL, Toradora P!, Donkey Kong Country, Super Mario Bros. 2 PL, Popeye i Antarctic Adventure