W co gracie w weekend? #510: Nintendo i długo długo nic
Przez wiele lat prowadzenia cyklu W co gracie w weekend? pojawiał się u mnie temat braku czasu na granie w gry Nintendo. Nieraz w rocznych podsumowaniach wychodziło, że nie skończyłem żadnej gry na platformy tej firmy w danym roku lub raptem parę. Wszystko zmieniło się w tamtym roku, gdy postanowiłem ukończyć przynajmniej jedną grę z każdej platformy wyprodukowanej przez firmę wąsatego hydraulika.
W ten sposób w końcu udało mi się kupić Switcha 2 i powoli tracę chęć na granie w gry wideo na innych sprzętach.
Był taki czas, że inni gracze nazywali mnie trofeową dziwką (w sumie nią jestem, ale raczej już byłą), wiec postanowiłem sprawdzić z ciekawości jak wygląda TOP 10 gier, w które grałem najdłużej na Switchu 2. Mój ranking prezentuje się mniej więcej tak jak:
1.Wild Hearts S (43 godz.)
2.Donkey Kong Bananza (37 godz.)
3.Emulator NES (35 godz.)
4.Cyberpunk 2077: Ultimate Edition (29 godz.)
5.Jack Jeanne (22 godz.)
6.Emulator SNES (15 godz.)
7.Tetris 99 (15 godz.)
8.Resident Evil (7 godz.)
9.Emulator Game Boy (6 godz.)
10.Mario Kart World (6 godz.)
Liczby nie kłamią, W samym tylko marcu skończyłem kilkanaście gier na emulatorach Nintendo. Sprawdziłem dwa lub trzy razy więcej. Wciągnęło mnie to do takiego stopnia, że nie miałem zbytnio czasu, aby o nich cokolwiek wspomnieć.
Dzięki grom z emulatorów na Switchu 2 najnowszy sprzęt Nintendo stał się moim trzecim sprzętem tej japońskiej firmy, zaraz po NESie i NDS, na której skończyłem najwięcej gier, a mam go raptem osiem miesięcy.
W sumie wszystko się zgadza, bo są to zdecydowanie trzy moje ulubione konsole Nintendo. Ciężko też nie skorzystać z kolejnej promocji na eShopie i nie kupić takiej Danganronpy za 6zł, którą mam już na sprzęcie Sony. Jasne, że mogę spróbować wbić w niej platynę, ale to tytuł, który debiutował kiedyś na PSP, więc upscalowanie małych obrazków do rozdzielczości 4K nie robi takiego efektu wow jak gra wideo tworzona z myślą o tym, aby być w natywnym 4K.
Klasyki z przenośniaków zawsze lepiej będą prezentowały się na małym ekranie konsoli przenośnej, a Switcha 2 przecież wystarczy wyjąć z docka, wziąć do rąk i mamy przecież konsolę przenośną. No dobra, mamy tablet udający konsolę przenośną. Jak zwał tak zwał.
Widać jak na dłoni, że autorzy tego emulatora sugerowali się opiniami graczy, którzy lubują się w tworzeniu wszelkich zestawień dotyczących najlepszych gier na najlepszą konsolę Segi w historii. Znajdziemy tu większość tytułów, które powtarzają się w co drugim takim rankingu. Jeśli na pięćdziesiąt gier dostępnych w tym emulatorze czterdzieści to megasztosy, a wśród nich znajdziemy perły Treasure a nawet jedną z najlepszych odsłon Contry, to łatwo dojść do wniosku, że ludzie, którzy zajmowali się tym tematem to profesjonaliści.
Trzydzieści lat temu Nintendo stoczyło z Segą jedną z najpiękniejszych walk o miano najlepszego systemu do gier wideo. Firma z Kioto koniec końców pokonała minimalnie sprzedażowo niebieską konkurencję, ale nawet oni robią dużo, żeby pamięć o tych wszystkich klasykach rywali nigdy nie przepadła.
Na co komu platyny jak jest Nintendo? Nie spodziewałem się tego, że dożyję chwili, gdzie granie w cztery różne Tetrisy wciągnie mnie bardziej niż zdobywanie kolejnych platyn. W klasyczne Tetrisy mogę grać bez przerwy.
Jednak żaden z nich nie mobilizuje mnie do ciągłej gry tak jak robi to Tetris 99. Niby jest to darmówka dostępna w ramach abonamentu Nintendo Online. Nie polecam jednak nikomu grania w darmową wersję tej produkcji. Niżej wyjaśniam dlaczego.
Na setki starć, które stoczyłem w tym tytule najlepsze miejsce jakie zająłem to było miejsce czwarte. Jeśli jednak kilu graczy się na nas uweźmie i odpowiednio nas zgruzuje śmieciami, to nie przetrwamy w meczu nawet dwóch minut.
Co wtedy? Zostaje nam tylko płacz, bo jesteśmy słabi? Absolutnie nie. Największą frajdą w Tetrisie 99 jest odblokowywanie nowych motywów, które można ustawić jako tło naszych poczynań. Są nawet tła z innych gier Nintendo. Każdy motyw to inny design kloców, ale także inna muzyczka, która nam towarzyszy podczas naszych zmagań.
Odblokowujemy je za pomocą specjalnych żetonów. I tu zaczynają się schody. Nowe motywy w Tetrisie 99 kosztują odpowiednio piętnaście lub trzydzieści żetonów. W ciągu dnia możemy zdobyć ich raptem cztery. Robimy to wykonując dniowe wyzwania typu skasuj tyle a tyle linii w danym trybie albo skasuje podwójne linie klocków tyle a tyle razy.
Problem w tym, że w darmowym rybie rywalizacji z innym graczami można zdobyć tylko dwa żetony na dzień. Dwa pozostałe są do zdobycia w płatnych trybach dla pojedynczego gracza. Początkowo byłem na nie, ale trzeba wydać te dodatkowe 40zł, jeśli chcemy zobaczyć te nowe motywy jeszcze przed naszą śmiercią.
Może i w innych Tetrisach da się takie rzeczy zdobywać bez dodatkowych kosztów. Nie da się jednak ukryć, że twórcy Tetrisa 99 dobrze wiedzieli jak zrobić produkcję, która wciąga jak bagno.
Oczywiście, gdy układanie klocków mnie nudzi, to zawsze mogę odpalić sobie jakiś klasyk.
Tego jest tak dużo, że czasem nie wiem w co włożyć ręce, więc wkładam te ręce we wszystko co się da, a nawet w to co się nie da. Taki już jestem. W grach wideo najbardziej lubię niespodzianki, a nie da się zaskoczyć czymś co dobrze znamy. Najlepiej jest próbować nowych rzeczy. To jedyny sposób, by odkryć i zachwycić się nową grą, nowym gatunkiem gier albo nowym pomysłem, na którym opiera się jakaś nieznana nam wcześniej gra.
Tego jest tak dużo, że czasem nie wiem w co włożyć ręce, więc wkładam te ręce we wszystko co się da, a nawet w to co się nie da. Taki już jestem. W grach wideo najbardziej lubię niespodzianki, a nie da się zaskoczyć czymś co dobrze znamy. Najlepiej jest próbować nowych rzeczy. To jedyny sposób, by odkryć i zachwycić się nową grą, nowym gatunkiem gier albo nowym pomysłem, na którym opiera się jakaś nieznana nam wcześniej gra.
Nie mówię oczywiście tego, że gracze nie mogą mieć ulubionych gier, do których mogą zawsze wrócić i dowiedzieć się o nich czegoś nowego. Myślę, że każdy tak ma i wraca od czasu do czasu do swoich ulubionych pozycji.
Jedyne czego żałuję to to, że profil na Exophase nie pokazuje czasu spędzonego z poszczególnymi grami z emulatorów na sprzęcie Nintendo. Trzeba robić to manualnie.
Myślę, że w najbliższym czasie spędzę niejedną godzinę z kolejnymi grami na konsolach Nintendo. Nikomu jeszcze nie udało się mnie przekonać do grania w tytuł narzuconą z góry poprawnością polityczną albo powielaniem w kółko tych samych schematów. Zdarza mi się, że gram w ten sam tytuł na różnych platformach, ale to musi być coś, za czymś szaleję.
Najbardziej lubię grać w coś nowego lub w coś o czymś nigdy nie słyszałem. Jeśli mam możliwość sprawdzenia jakiegoś klasyka, to to zrobię, nawet jeśli będzie się to wiązało z odpuszczeniem sobie platyny w kolejnej produkcji, która polega na zbieraniu śmieci z mapy.










.jpg)
NSO jest mocno niedoceniany a dzięki swojej niskiej cenie to każdy fan retro znajdzie tu sporo dobra 👍
OdpowiedzUsuńZ ośmioma osobami w rodzinie Nintendo to 4zł miesięcznie, podczas gdy Fire Emblem na GCN jest w cenie nowej konsoli. Wybór jest prosty.
Usuń