W co gracie w weekend? #512: Cronos, Misericorde, Starfield, Senren Banka i Kirby's Dream Land 2
Witam. Tym razem wrzucam kolejne W co gracie w weekend? trochę wcześniej, tak aby nie tracić czasu w weekend na jego napisanie. Zainteresowanych zapraszam do dalszej części tekstu.
Cronos: The New Dawn (PS5, 2025) - Postapokaliptyczny horror w alternatywnej wersji polskiego komunizmu
Do sprawdzenia Cronosa długo namawiał mnie kolega, a ja jeszcze dłużej mu odmawiałem, wymigując się brakiem czasu, brakiem zainteresowania czy zwykłą niechęcią do zaczęcia czegoś nowego, gdy tyle innych nieukończonych gier wideo mam na głowie.
W końcu jednak dałem się namówić i cóż mogę dodać? Jestem zachwycony. Gdyby nie kolega, to prawdopodobnie ominąłby mnie jeden z najlepszych survival horrorów ostatnich lat.
Zacznijmy jednak od początku. Nasze rodzime studio Bloober ma na koncie już niejeden tytuł z dreszczykiem, ale jakoś nigdy wcześniej nie miałem okazji żadnego z nich sprawdzić. Do tej pory nie sprawdziłem nawet remake'u Silent Hill 2, który uchodzi za ich najlepszą grę, i to nie dlatego, że tego nie chcę, po prostu nie mam na to czasu.
Sam początek Cronosa nie rzucił mnie na kolana, a konieczność ładowania broni, aby trafiać wrogów silniejszymi strzałami sprawił, że zginąłem kilka razy z rzędu na walce z jednym z pierwszych potworów. W tej sytuacji uznałem, że walka w naszym komunistycznym horrorze nie należy do najlepszych i po prostu czmychnąłem przed swoim prześladowcą. Ten problem na szczęście szybko znika po dotarciu do pierwszej stacji umożliwiającej modyfikacje broni. Przyśpieszenie procesu ładowania strzału rozwiązało moje początkowe problemy i mogłem skupić się na najważniejszym, czyli na chłonięciu niepowtarzalnego klimatu naszej rodzimej produkcji.
Grałem w wiele horrorów, w których akcja dzieje się w przeróżnych zakątkach świata, począwszy od USA, aż po Europę, Afrykę, Japonię a nawet przestrzeń kosmiczną, ale gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że zagram w horror, którego akcja rozgrywa się w alternatywnej wersji Stanu Wojennego, a więc podczas ostatniego tchnienia polskiego komunizmu, wcielę się w nim w podróżniczkę czasowo-między-wymiarową zajmującą się ekstrakcją esencji z innych ludzkich istot, zbieraniem komiksów i głaskaniem kotów, to bym nie uwierzył.
Do tej pory uważałem, że seria Wiedźmin nie ma sobie równych jeśli chodzi nawiązania do Polski. Rzeczywiście trylogia o Geralcie nie ma sobie równych jeśli chodzi o najlepsze polskie gry, ale Cronos jest jak spełnienie moich marzeń. Trzeba po prostu przeżyć na własnej skórze nasze polskie postapo z walającymi się wszędzie wrakami Małych Fiatów, Nysek, charakterystycznych przyczep kempingowych, te nasze blokowiska, klatki schodowe, kuchnie, place zabaw, czy siłą narzucone uwielbienie dla architektury czasów socrealizmu, żeby zrozumieć jak powinna wyglądać gra wideo, z której polskość wylewa się z każdego zakamarka.
Wszystko oczywiście najlepiej przyprawić najlepszymi mechanikami z takich gier jak The Last of Us, Resident Evil, Dead Space i podlać sosem post-apokaliptycznym z domieszką podróży między-wymiarowych oraz możliwością zobaczenia różnych zakończeń, a więc mechaniki znanej chociażby z serii Silent Hill.
Polacy z Bloobera całkiem nieźle sobie poczynają w gatunku horrorów i myślę, że jeszcze nieraz nas zaskoczą.
Misericorde Volume One (PC, 2023) - Zakonny drum'n bass i trip-hop
Opisywałem ten tytuł już w poprzednim odcinku, więc tym razem nie będę się zbytnio na ten temat rozpisywał. Moim najważniejszym celem weekendowym związanym z grami wideo jest ukończenie pierwszego rozdziału tej niezwykle klimatycznej i średniowiecznej historii. Uznałem, że warto o niej wspomnieć kolejny raz, bo im dalej w las tym lepiej.
Nie zamierzam oczywiście wchodzić w szczegóły tej opowieści, bo zdradziłbym zbyt wiele. Napiszę jednak, że wraz z kolejnymi godzinami można dowiedzieć się zdecydowanie więcej o jej głównych bohaterkach, poznać ich sekrety oraz zwyczaje panujące w opactwie, w którym rozgrywa się sama historia.
Naiwna siostra Hedwig szybko zostaje odarta ze swojej naiwności i powoli zaczyna rozumieć z kim ma tak naprawdę do czynienia, a że wszystkiemu towarzyszą kolejne, wyborne dla ucha kawałki, to naprawdę ciężko mi jest się oderwać od Misericorde.
Starfield (XSX, 2023) - Terrańska Armada
Był calak w Starfieldzie. Nie ma calaka w Starfieldzie.
Po wielkich tytułach ekskluzywnych dostępnych na Xbox Series X nie zostało już praktycznie żadnego śladu. Hucznie zapowiadany nowy rpg utrzymany w klimatach sf wylądował właśnie na PS5. Dla mnie jest to doskonały powód by wrócić doń na sprzęcie Microsoftu, gdyż wraz z premierą tego tytułu na platformie Sony, otrzymał on darmową aktualizację, wprowadzającą kilka nowości w mechanice oraz nowe rozszerzenie fabularne, które tym razem nie ma jakiejś wygórowanej ceny w przeciwieństwie do ceny pierwszego dodatku.
Z nowości dostępnych w produkcji Bethesdy należy wymienić tryb rejsu, który sprawia, że Starfield nie jest już symulatorem skakania z jednego układu gwiezdnego do drugiego. Tym razem do niektórych planet musimy po prostu dolecieć, a gdy się doń zbliżamy, to wyskakują nam przed oczami. To mała zmiana, ale tak powinno być tutaj od początku.
Dostępne są też nowe modyfikacje do broni i statków. Gra nie mówi jak je zdobyć, ale wystarczy, że weźmiemy udział w jakiejś potyczce na pokładzie opuszczonego statku lub w przestrzeni kosmicznej, a nowe przedmioty pojawią się same po pokonaniu wroga.
Najważniejsze jest jednak nowe rozszerzenie fabularne zatytułowane Terrańska Armada, które pozwoli nam zmierzyć się z nową frakcją oraz dołączyć do drużyny nowego towarzysza, robota Deltę. Chociaż nie spędziłem z nową zawartością kosmicznego rpga Bethesdy jeszcze zbyt wiele czasu to już widzę, że przynajmniej rozmowy z moim nowym kompanem będą zabawne.
Senren Banka (PC, 2020) - Uczennica z wymiany
Studio Yuzusoft nie jest znane z jakichś wybitnych historii. Zatrudnia jednak człowieka, który jak mało kto zna się na przedstawianiu przedstawicielek płci pięknej w niedwuznacznych sytuacjach. Dzięki czemu ich gry mają swoich odbiorców.
Senren Banka to opowieść o młodzieńcu, który wraca w rodzinne strony...czyli na totalne japońskie zadupie, gdzie czas jakby stanął w miejscu. W wiosce, w której odbywa się akcja gry, ważną rolę pełni ród mogący pochwalić się kapłankami, które odprawiają modły w celu odegnania złych duchów. Jest to okoliczna atrakcja dla turystów.Niestety pech chce, że na wiosce ciąży klątwa, która zagraża wszystkim jej mieszkańcom. Działania okolicznej miko są niewystarczające.
W wyniku nieprzewidzianych zdarzeń protagoniście udaje się wejść w posiadanie potężnego magicznego miecza do zwalczania demonów, który zamieszkuje duch dziewczyny, która poświęciła kiedyś życie, aby naładować ten potężny artefakt swoją mocą. Kapłance towarzyszy także jej osobista ochroniarka, seksowna i nieustraszona wojowniczka ninja. Do tej wesołej gromady dołącza także uczennica z za granicy, hojnie obdarowana przez naturę i totalna weebka. Podejmuje ona pracę w pobliskim zajeździe, aby podszlifować swój japoński.
Lubię takie klimaty. Jednak najbardziej zaskakującym elementem Senren Banki są dla mnie tradycyjne japońskie melodie, których możemy słuchać podczas ogrywania tej pozycji. Z miejsca je polubiłem i bez ogródek przyznaję, że dałbym się za nie pokroić.
Teraz powoli przechodzę ścieżkę uczennicy z wymiany, Leny.
Tytuł był znacznie większy niż pierwsza odsłona Dream Land. Pierwsza gra miałą raptem pięć plansz. Druga zaś część to już ponad czterdzieści poziomów, w tym kilka ukrytych, a nawet dodatkowy boss.












Komentarze
Prześlij komentarz