W co gracie w weekend? #518: Gdy zapłaczą cykady - Rozdział drugi Watanagashi
Drugi rozdział Higurashi koncentruje się wokół Mion.
Mamy w nim okazje lepiej poznać klasową przewodniczącą i kilka jej najważniejszych sekretów. To także pretekst do tego, aby lepiej poznać zwyczaje panujące w Hinamazawie, w tym dowiedzieć się więcej o tytułowym festiwalu Watanagashi.
Na tym etapie opowieści nie poznamy na pewno odpowiedzi na wszystkie pytania opowieści o upiornych cykadach. Gdyby tak było, tytuł straciłby na swojej tajemniczości. Tylko ktoś kto zna całą historię zauważy, że bohaterowie specjalnie mataczą i dochodzą do błędnych wniosków, żeby nie powiedzieć czytelnikowi prawdy, a to co mówią ma w nim jedynie wzbudzić ciekawość.
Ktoś kto mierzy się z Hinamizawą pierwszy raz nie zauważy nawet tych szczegółów.
Najlepiej oczywiście grać w ten tytuł z modyfikacją dodającą tekstury konsolowe, dubbing, który jest fenomenalny i nie wyobrażam sobie kilku scen drugiego rozdziału bez zaangażowania emocjonalnego aktorów głosowych, no i oczywiście z fanowskim polskim tłumaczeniem, dzięki któremu można się poczuć w Hinamazawie jakby to był nasz dom a jej bohaterowie byli naszymi najlepszymi przyjaciółmi.
Musimy jednak wziąć pod uwagę fakt, że jest to tłumaczenie z angielskiej wersji będącej tłumaczeniem z japońskiej wersji, więc część niuansów na pewno zostanie gdzieś utracona pomiędzy dwoma przekładami. Jest to jednak w dalszym ciągu najlepszy sposób na poznanie Higurashi w naszej pięknej ojczystej mowie.
Osobiście jestem bardzo zadowolony z tej translacji i dopóki nie pojawi się oficjalna wersja tłumaczenia uznaję ją za najlepszy sposób poznawania perypetii najpotężniejszej grupy jaką znał świat.
Watanagashi to prawdziwy rollercoaster emocjonalny, który świetnie buduje napięcie fabularne aż do punktu kulminacyjnego drugiego rozdziału, który może zachwycić niejedną osobę.
Gdy cykady zaczynają płakać, żarty powoli się kończą, a to co wydarzy się w Hinamizawie, zostanie w Hinamizawie i na zawsze odmieni nasze serca.
Ryukishi w absolutnie szczytowej formie. Raz bawi do łez, innym razem zmusza do zastanowienia, straszy, budzi zachwyt, wzrusza, aby zostawić czytelnika z wyrazem niedowierzania na twarzy.
Ryukishi w absolutnie szczytowej formie. Raz bawi do łez, innym razem zmusza do zastanowienia, straszy, budzi zachwyt, wzrusza, aby zostawić czytelnika z wyrazem niedowierzania na twarzy.
Można tu zaobserwować pewne elementy charakterystyczne typowe dla sposobu prowadzenia narracji przez niezwykle utalentowanego człowieka, który nie tylko zajmuje się cyklem When They Cry, ale maczał również palce m.in. przy Silent Hill f.
Z początku jest dużo śmiechu i zabaw, dzieją się jakieś wydarzenia, do zrozumienia których potrzebne są podpowiedzi, których autor wcale nie żałuje. Jest też cała masa niezrozumiałych elementów układanki, które nie będą miały z początku sensu, póki nie połączymy ich w jedną całość na samym końcu.
W pewnym momencie historia skręci też na te poważniejsze tory i jest to moment, od którego nie ma już powrotu. Autor nie będzie oczywiście prowadził nas za rękę, a wręcz ciągnął na siłę i ten stan potrwa aż do samego końca rozdziału.
Watanagashi ma całą masę momentów, za które kocham Higurashi i nigdy nie zapomnę, że człowiek, który stworzył upiorne cykady sprawił też, że po naprawdę wielu, wielu latach znów czekam z wywieszonym jęzorem na kolejne wieści o Silent Hill. Ryukishi jest mistrzem historii z dreszczykiem.
Dziękuję za uwagę.





Komentarze
Prześlij komentarz