W co gracie w weekend? #521: Mario Kart Tour
Mario Kart Tour to tytuł, który zabiera mi ostatnio sporo czasu. Długo zastanawiałem się nad tym czy powinienem go w ogóle zaczynać? Jakiś czas temu miałem taki moment, kiedy sprawdzałem jedną odsłonę Mario Kart po drugiej. Skończyło się na tym, że ograłem je wszystkie z wyjątkiem dwóch, tej z GameCube'a i tej ze smartfonów, o której właśnie teraz piszę.
Cześć fanów Nintendo bardzo narzeka na brak osiągnięć w grach firmy z Kioto, w tym też i ja. Tour to taki wyjątek od reguły, bo ten tytuł akurat je ma, jeśli pobierzemy go ze sklepu Google. Ma ich raptem pięć. Dostajemy je za każde dziesięć poziomów gracza, które zdobędziemy, aż do pięćdziesiątego poziomu włącznie.
Gdy tak wahałem się nad tym czy się za to zabrać, sprawdziłem co na ten temat ma do powiedzenia sztuczna inteligencja i inni gracze. Wyczytałem, że można to zrobić w 5-10 godzin co jest absolutną bzdurą.
Aby awansować na kolejny poziom wystarczy zdobyć sto punków doświadczenia. Na początkowych poziomach może to i łatwe. Później zaczynają się schody.
Doświadczenie zdobywany za zajmowanie trzech pierwszych miejsc w wyścigach. Za zdobycie czwartego nie dostajemy nic, a za zajmowanie kolejnych miejsc tracimy część zdobytego wcześniej doświadczenia. Spotkałem się z opiniami, że w przypadku gdy źle nam idzie i nie mamy żadnych szans na pierwszą trójkę, najlepiej wyjść z wyścigu i zacząć kolejny. Po tym jednak jak zauważyłem, że tracimy przy tym znacznie więcej doświadczenia niż za zajmowanie niskich miejsc uznałem, że nie będę tego robił.
Aby awansować na kolejny poziom wystarczy zdobyć sto punków doświadczenia. Na początkowych poziomach może to i łatwe. Później zaczynają się schody.
Doświadczenie zdobywany za zajmowanie trzech pierwszych miejsc w wyścigach. Za zdobycie czwartego nie dostajemy nic, a za zajmowanie kolejnych miejsc tracimy część zdobytego wcześniej doświadczenia. Spotkałem się z opiniami, że w przypadku gdy źle nam idzie i nie mamy żadnych szans na pierwszą trójkę, najlepiej wyjść z wyścigu i zacząć kolejny. Po tym jednak jak zauważyłem, że tracimy przy tym znacznie więcej doświadczenia niż za zajmowanie niskich miejsc uznałem, że nie będę tego robił.
Lepiej jest przegrać i czegoś się nauczyć niż rezygnować już na starcie.
Gry z serii Mario Kart zawsze charakteryzowały się przypadkowością. Jest to gra wyścigowa, której autorzy wymyślili karę dla gracza prowadzącego aktualnie w wyścigu w postaci niebieskiej skorupy, która działa tylko na niego, więc trzeba się liczyć z tym, że nieraz przegramy zwycięstwo na ostatniej prostej przez ten piekielny wynalazek. Niby ścigamy się tu z przeciwnikami starowanymi przez grę, ale są to zawsze awatary oparte o ksywy i zachowania prawdziwych graczy a ci oczywiście używają przeszkadzajek w najgorszych momentach. Nie mówię, że sam tak nie robię, bo robię i robić będę dalej, do pewnych rzeczy takich jak brak wygranej należy się jednak szybko przyzwyczaić. Zwycięstwa i tak nadejdą o odpowiedniej porze.
Trzeba jednak pamiętać o tym, że jest to tytuł darmowy a wiele tras z tej gry można też spotkać w Mario Kart 8 i w innych kartach z Mario i jego znajomymi w rolach głównych. To między innymi właśnie te przesłanki zadecydowały o tym, że postanowiłem zmierzyć się z tą produkcją. Może nie jest to najlepsza gra z serii, ale po szybkim wyliczeniu tego, że każdy awans na wyższy poziom będzie wymagał wygrania przynajmniej kilkudziesięciu wyścigów i będzie to szalenie monotonne zadanie, i tak wsiąkłem w nią jak kamfora. Wsiąkłem weń tak głęboko, że zapomniałem napisać cokolwiek o ogrywanych grach przez dwa ostatnie tygodnie.
Początkowo można mieć problemy w Tour ze sterowaniem dotykowym na smartfonie (nigdy wcześniej nie grałem tak w żadne Mario Kart), ale po przyzwyczajeniu się da się w to grać i bez problemu zamienimy się w demona, który będzie brał prawie każdy zakręt z poślizgiem.
Tytuł oddaje 72 trasy do dyspozycji gracza, ale udaje że jest ich ponad 400, gdyż ścigamy się na wielu wariantach jednej i tej samej trasy. Raz jedziemy przez nią po prostu środkiem, innym razem lewą stroną, w innym przypadku pojawią się na niej rampy do skoków, a innym razem pojedziemy na danej trasie w przeciwnym kierunku. Wtedy linia startu zamienia się z linią mety, ale jest to wciąż jedna i ta sama trasa.
Wielką zaletą tych tras jest jednak to, że są one wzorowane na prawdziwych miejscach, więc jeśli zawsze marzyliśmy o tym, by przejechać się Mario albo którymś z jego znajomych po Tokio, pod Więżą Eiffla, przelecieć nad stadionem w Madrycie czy pomiędzy starożytnymi świątyniami w Atenach, to w Mario Kart Tour możemy je spełnić.
Jestem przeciwnikiem wszystkich inwazyjnych mechanik typu gacha, nastawionych na wyciąganie kasy z kieszeni gracza w tytułach udających darmowe i tu też część z nich znajdziemy, ale nie ukrywam tego, że niektóre stroje bohaterów po prostu trzeba zobaczyć, bo postacie w nowych szatach wyglądają o wiele lepiej niż wciskane na siłę dziecinne wersje głównych bohaterów w innych płatnych kartach z Mario. Posiadają też niezwykle przydatne i unikatowe zdolności, które mogą nam bardzo pomóc w kolejnych wygranych i z miejsca zabiją nudę konieczności powtarzania tras.
Nierzadko trzeba najpierw się do nich przyzwyczaić i zaplanować kiedy i jak ich używać, aby zyskiwać przewagę nad rywalami. Nie wszystkie na pewno wymaksujemy, bo tak jak mówiłem są tu mechaniki gacha, ale i bez tego da się z nich czerpać wielką frajdę, pod warunkiem, że jedziemy akurat na naszej ulubionej trasie i nie obrywamy raz po raz przeszkadzajkami.
Myślę, że w Tour pobawię się jeszcze tak ze dwa tygodnie, jeśli oczywiście nie spotka mnie przy tej grze nic niespodziewanego.
Dziękuję za uwagę. Do następnego razu.






Komentarze
Prześlij komentarz