W co gracie w weekend? #526: Undertale
Sięgnąłem zatem po Undertale, bo nie przechodzi się tego tytułu całą wieczność, a od długiego czasu chciałem też sprawdzić dlaczego jakiś czas temu uznano go za jednego z mesjaszy gier wideo.
Undertale sprawdziłem także dlatego, bo można go splatynować jeszcze przed zobaczeniem liter końcowych. Jest to dosyć śmieszne, ale z drugiej jednak strony i tak do zdobycia platyny jest wymagane niemal całkowite zaliczenie wątku głównego, więc przez ten czas na pewno można sobie wyrobić zdanie na temat tej produkcji 'na kilka godzin', która jest dostępna w ramach abonamentu PlayStation Plus.
Czym zatem jest w ogóle Undertale? To najprawdziwszy w świecie jrpg turowy w najbardziej klasycznym wydaniu, stworzony przez niezależnego twórcę Toby'ego Foxa. W Undertale gra się niemal tak samo jak w klasyczne odsłony Final Fantasy. Grając w Undertale można się poczuć tak, jakby ktoś wyciągnął Ultrosa z Final Fantasy VI i zrobił grę wideo utrzymaną w tej samej żartobliwej konwencji co jego historia, pod warunkiem, że zagramy w ten tytuł jako pacyfista.
Undertale pozwala nam bowiem przejść cały wątek główny bez zabijania jakiegokolwiek spotkanego w nim potwora. O ile od zwykłych przeciwników w większości przypadków da się uciec, prawdziwa zabawa zaczyna się przy bossach.
Jeśli zechcemy grać w ten sposób, to czeka nas sporo bólu, gdyż granie w jakiegokolwiek jrpga na pierwszym poziomie to nie przelewki. Nie jest łatwo, gdy non stop jesteś na kilka trafień, a każdy poważny przeciwnik fabularny jest na co najmniej kilkadziesiąt trafień ze względu na niskie atrybuty głównego bohatera.
Starcia z tymi oponentami są niemal nie do zaliczenia w konwencjonalny sposób. Żeby sobie z nimi poradzić, musimy częstokroć wykonać niemal bezbłędnie całe długie sekwencje uników wrogich ataków. Nie działa tu absolutnie nic z czego znane są gry jrpg, gdzie zazwyczaj jak mamy za słabą postać, to nabijamy ekspa na pobliskich słabeuszach, kupujemy lepszy sprzęt i odpowiednią ilość przedmiotów pomocniczych.
Nie mówię, że tak się nie da zrobić w Undertale, bo na pewno się da, musimy jednak zrezygnować z tych dobrodziejstw, jeśli nie zamierzamy nikogo unicestwiać. EXP w innych grach rpg to punkty doświadczenia. Każdy to wie, kto grał w przynajmniej jedną taką grę. W tym jednak konkretnym przypadku są to punkty egzekucji.
W Undertale stajemy się silniejsi mordując innych. W innych grach tego typu LV oznacza nasz poziom postaci. Tu jest to LOVE, a więc poziom przemocy (level of vilolence).
Zasady gier rpg są to postawione do góry nogami. Od systemu walki ważniejsze są tu wybory moralne, które każdy gracz może podejmować od samego początku rozgrywki, co mi się bardzo, ale to bardzo spodobało. Jeśli ktoś chce jednak poczuć potęgę swojego bohatera i obserwować jak z nikogo staje się prawdziwym pogromcą potworów, aż z bogami lub ego-maniakami z kompleksem boga włącznie, czyli to co zazwyczaj robimy w produkcjach z tego gatunku, to srogo się zawiedzie tą podziemną opowieścią.
Nie odmawiam Undertale tego, że jest to bardzo dobra gra, ze świetną muzyką, z jeszcze lepszymi bohaterami i z tym wyjątkowym klimatem, który miały jedynie szesnastobitowe jrpgi. Z drugiej jednak strony nie jestem też graczem, który uważa ten niezależny tytuł za ósmy cud świata. Lubię gdy bohater, w którego się wcielam powoli rośnie w siłę. Tu też się to dzieje, ale mam raczej na myśli jego dojrzałość emocjonalną. Ciężko poczuć naszą potęgę jak każda poważniejsza walka jest oskryptowana i trzeba się jej wyuczyć na pamięć zanim nasz kolejny mocarny rywal pozwoli nam co najwyżej pierdnąć w jego obliczu.
Wytłumaczę o co mi chodzi na przykładzie. Zapewne słyszeliście kiedyś o Final Fntasy VII. Może nawet weń graliście, poznaliście całą jej historię i mierzyliście się w niej z ostatnim bossem. Gdy walczymy z nim postaciami na normalnych poziomach, będzie to dosyć emocjonalna potyczka, w której każdy błąd może nas sporo kosztować. Jeśli jednak zaczniemy się uganiać za najpotężniejszymi materiami w grze, zdobędziemy upragnionego Złotego Chocobo i wymaksujemy materię Rycerzy, pokonamy Bronie, wbijemy maksymalny poziom postaci i rozwiniemy do tego nasze atrybuty takie jak siła czy szczęście, to tego bossa pokonamy jednym kontratakiem, demolując go tak jakby był nic nie znaczącą pluskwą. Uwielbiam gdy gra rpg pozwala na takie zachowania i daje nam różne opcje do przetestowania, niekoniecznie związane z wątkiem głównym.
W Undertale pierwszy artefakt, który chciałem zdobyć zostaje skradziony na moich oczach i tyle zostaje z moich marzeń o potędze, bo ta gra jest jednym wielkim gagiem, gdzie system walki służy tu jedynie jako dodatek a czasem to nawet jako zawalidroga.
To tyle z mojej strony. Do następnego razu.






Komentarze
Prześlij komentarz