W co gracie w weekend? #507: Sięgając gwiazd


Starfield miał być tytułem, który sprawi, że miliony graczy sięgnie po sprzęt do grania firmy Microsoft. Pierwszej nowej marce Bethesdy od naprawdę wielu lat udało się to tylko częściowo. Po informacjach dotyczących sprzedaży i decyzjach amerykańskiej korporacji z zeszłego roku wiemy już, że jedynie pierwszy Xbox sprzedał się gorzej od Xbox Series S/X.

Ludzie, którzy jeszcze kilka lat temu zapowiadali tą produkcję jako jedną z najlepszych nowych ekskluzywnych produkcji pod Słońcem później całkowicie zmienili zdanie na ten temat i doszło do dantejskich scen, bo jak inaczej skomentować pojawienie się najważniejszych gier Microsoftu na PS5?

Starfield co prawda nie ukazał się jeszcze na sprzęcie Sony. Nie wykluczone jednak, że tak się niedługo stanie. Może to się przykładowo zdarzyć wraz z premierą kolejnego rozszerzenia fabularnego do gry. Na razie rpg sf Bethesdy posiada jedno takie rozszerzenie i to głównie ono zmotywowało mnie do tego, by wrócić do gry i spróbować ją zcalakować. 

Przez dodatek o tajemniczym rodzie Va'ruun przeszedłem niczym burza. Raz nawet wyśmiałem owy ród i zostałem potraktowany przezeń jako wróg, więc oczywiście musiałem powtórzyć kilka ostatnich kwestii dialogowych po wykonaniu dlań ostatniego zadania, ale świetnie się bawiłem w nowych miejscówkach.

Są oczywiście gracze, którzy odpalili Starfielda tylko po to, by go wyśmiać po pół godzinie gry za to, że został wydany przez znienawidzoną przez nich firmę. Ja gier, które mi się nie podobają po prostu nie odpalam i staram się unikać grania w gry, które wywołują we mnie frustrację.


Lubię rpgi utrzymane w klimatach przyszłości, bo ich liczba jest zawsze mniejsza od gier o smokach, mieczach i magii utrzymanych w konwencji średniowiecznej. Nie każda taka gra może być oczywiście tak legendarna jak pierwsze odsłony Phantasy Star, Star Ocean czy Mass Effect, ale staram się przyjmować je z otwartymi ramionami. Starfield nie jest ani grą obecnej dekady, ani nie jest najlepszą grą wydaną na Xboxie w ostatnich latach, nie jest też najlepszą grą Bethesdy wydaną w ostatnich latach, ani tym bardziej najlepszym rpgiem utrzymanym w konwencji sf, ale ma dosyć długi wątek fabularny, kilka frakcji do sprawdzenia. oraz przynajmniej kilkanaście planet pełnych misji do wykonania.


Problem zaczyna się wtedy jak już wykonamy w nim wszystkie najważniejsze rzeczy. Jedyne co nam wtedy pozostaje to wykonywanie w kółko powtarzalnych misji z tablic misji, lądowanie na pustych planetach, stawianie tam i dalsza rozbudowa placówek czy ostukiwanie skał w celu uzyskania minerałów niezbędnych do większości rzeczy. Na każdej planecie czy księżycu jest zawsze kilka ważnych punktów interesu do sprawdzenia, ale wszystko to jest generowane proceduralnie. Ileż razy można chodzić po opuszczonych bazach czy jaskiniach?

Tytuł Bethesdy poza dużym rozszerzeniem fabularnym otrzymuje też jakieś aktualizacje od czasu do czasu jak przykładowo suwaki ułatwiające lub utrudniające samą rozgrywkę poprzez przykładowo wprowadzenie wagi amunicji czy poprzez możliwość ustawienia w grze konieczności jedzenia i picia. 

Nie ukrywam też, że świetnie bawiłem się dodanym do gry łazikiem, który pozwala na szybsze przemieszczanie się w terenie na powierzchni odwiedzanych przez nas planet lub ich księżyców. To się jednak bardzo szybko nudzi.

Nudził mnie także Barrett tą swoją ciągłą paplaniną na temat jego zmarłego męża, więc gdy tylko wykonałem wszystkie misje związane z jego wątkiem fabularnym, szybko pozbyłem się go jako kompana i zamieniłem na mecha bojowego Vasco, który zawsze wykonuje swoją robotę i odzywa się z rzadka.

Zebrałem w końcu po pięćset materiałów nieorganicznych i organicznych, wylądowałem na stu planetach i zdobyłem już w grze niemal wszystkie osiągnięcia z wyjątkiem tego ostatniego za setny poziom. 

Jak przed chwilą pisałem Starfield mocno kuleje pod względem zawartości. Widać to szczególnie wtedy jak wbijemy w nim mniej więcej pięćdziesiąty poziom, więc żeby go zcalakować i wbić osiągnięcie za setny musiałbym przejść go kilkunastokrotnie, grając normalnie. 

Nie mam takiego zamiaru, tym bardziej że do Nowej Gry Plus nie przenosimy zdobytych kredytów, zdobytych statków czy zbudowanych wcześniej placówek. 

Poczytałem trochę o sztuczkach jakie można zrobić, żeby szybko zdobyć ten poziom, ale niszczenie i naprawienia klatek ze zwierzętami przez kilka lub kilkanaście godzin to nie dla mnie. Polowania na stwory na wysokopoziomowych planetach jest dobrym rozwiązaniem kwestii wysokiego poziomu, ale jest problematyczne w sytuacji, gdy zlikwidujemy już lokalną faunę, która w grze odradza się dopiero po tygodniu odczekania.

Dlatego też postanowiłem skupić się na walkach w kosmosie i rozwijam postać w tym kierunku, żeby jak najefektywniej eliminować statki w kosmicznych starciach.


Obecnie mam sześćdziesiąty szósty poziom. Myślę, że w ciągu kilku lub kilkunastu najbliższych dni uda mi się uporać z tym tematem. Powoli więc żegnam się ze Starfieldem, jeśli nie na zawsze, to przynamniej do premiery kolejnego dużego rozszerzenia fabularnego.

Dziękuję za uwagę. Do następnego razu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

NES, czyli jak przeżyć dwukrotnie własne dzieciństwo

W co gracie w weekend? #480: Mario Kart World, Jack Jeanne, Soul Hackers, Monster Hunter 3U, Radiant Historia, Trauma Center SO, F-Zero GX, Golden Sun, Pokemon Gold PL, Ogre Battle 64, Pokemon Red PL, Super Mario World i Final Fantasy PL

W co gracie w weekend?#472: FFXIV, Atelier Yumia, Ever17, Monster Hunter Wilds, Steins;Gate 0 PL, Sakura no Uta, Steins;Gate PL, Toradora P!, Donkey Kong Country, Super Mario Bros. 2 PL, Popeye i Antarctic Adventure