W co gracie w weekend? #524: Resident Evil 4 (GameCube)

 


Witam wszystkich graczy. W co gracie w weekend? U mnie tym razem na tapecie legendarny klasyk, Resident Evil 4, który ponad dwie dekady temu na zawsze zmienił oblicze jednej z moich ulubionych serii gier, ale również samych strzelanin, w których akcja toczy się z perspektywy trzeciej osoby.

Capcom wymyślił kiedyś, że wyda dla Nintendo na GameCubie kilka tytułów ekskluzywnych. Te gry rzeczywiście się nań ukazały, a wśród nich również i Residenty, ale nie mogły się dobrze sprzedać. Target tej serii był na PlayStation a samych Kostek na rynku było również mało.

Pomimo zachwytów graczy nad odświeżoną wersją Resident Evil i trochę mniejszych po premierze Resident Evil 0 żółto-niebiescy na pewno nie byli zadowoleni ze sprzedaży tych gier.

Człowiek, który wtedy odpowiadał za ten zombiaczy cykl, Shinji Mikami, postanowił spróbować czegoś nowego. W ten sposób zrodził się pomysł na tytuł niezwykły, który już na zawsze podzielił fanów Jill, Chrisa i pozostałych bohaterów bardziej lub mniej powiązanych ze specjalnym oddziałem policji z Raccoon City o nazwie S.T.A.R.S.

Pierwsza wzmiankę o tym czym tak naprawdę będzie Resident Evil 4 znajdziemy w aktach epilogu Resident Evil 3, gdzie jeden z bohaterów tej japońskiej sagi, Leon, zostaje zmuszony do współpracy z amerykańskim rządem, który bierze za zakładniczkę małą Sherry. To była propozycja z tyc nie do odrzucenia: albo pójdzie z nimi na współpracę albo już jej nigdy nie zobaczy.

W ten sposób Leon ze zwykłego policyjnego żółtodzioba, który miał jedną z najgorszych imprez urodzinowych jakie sobie można wyobrazić, staje się zabijaką do zadań specjalnych. Co prawda w grach z tej serii nie zobaczymy jak doszedł do tego poziomu, ale już sama Czwórka pokazuje nam efekt końcowy tego procesu.  

Leon na specjalne żądanie prezydenta Stanów Zjednoczonych zostaje wysłany do nikomu nieznanej hiszpańskiej wioski w celu uratowania jego porwanej córki. Za całym zdarzeniem stoi psychopatyczny kult religijny Los Iluminados.

Twórcy porzucili temat zombie. Zamiast horroru postawili na akcję i przenieśli oczywiście akcję gry z USA do Europy, tworząc jednocześnie jednych z najlepiej zaprojektowanych i najbardziej zróżnicowanych wrogów, jakie możemy spotkać w grach wideo. 

Resident Evil 4 to nie była kolejna odsłona ze statycznymi tłami dwuwymiarowymi. Była w pełnym 3D oraz posiadała opcję manualnego celowania z broni w przeciwników, dzięki czemu walka w serii wkroczyła na zupełnie inny poziom niż dotychczas, gdzie wcześniej mieliśmy autonamierzanie we wrogów z opcją oddania strzału w nogi lub głowę przeciwnika. 

Teraz wielu wrogów doczekało się słabych punktów, co sprawiało, że niemal każda walka z bossem była przeżyciem jedynym w swoim rodzaju. Jeśli chcieliśmy przykładowo zneutralizować szybkiego szarżującego na nas wieśniaka, to wystarczyło przewrócić go strzałem w nogi, a jeśli chcieliśmy osłabić potencjał bojowy naszych adwersarzy, to czasem wystarczyło wytrącić im broń z rąk.

We wcześniejszych Residentach nie było takich rzeczy. 

Nigdy specjalnie nie byłem wielkim fanem Czwórki. Zawsze uważałem odejście od straszenia w tej serii za wielki błąd, który apogeum osiągnął w szmirowatych filmach Andersona oraz Resident Evil 6, który był tak piękną katastrofą, że na całe lata zwątpiłem w Capcom.

Jasne, że RE4 to była świetna gra akcji, ale survival horror był z tego żaden. Skończyłem ją byłem wiele razy na PS2, robiąc w niej absolutnie wszystko co jest do zrobienia. Ograłem też remaster HD oraz prześwietny remake, jednak bolało mnie, że nigdy nie miałem styczności z oryginałem z GameCube'a, który wygrywał we wszystkich porównaniach graficznych z wersją na sprzęt Sony.

W ten weekend to się zmieniło.

Po długich poszukiwaniach wreszcie zaopatrzyłem się w pierwsze wydanie tej pozycji na Kostkę i przeżyłem niemały szok gdy zobaczyłem jak są porysowane płyty z grą. Już pierwszy filmik z gry włączył mi się bez dźwięku. Później natrafiłem na komunikat, że gra jest uszkodzona. Poważnie rozważałem zwrot, co paradoksalnie doprowadziło do tego, że przed wyrobieniem sobie ostatecznej opinii na ten temat zacząłem weń grać...i totalnie odjechał mi peron. Całkowicie odpłynąłem przy kolejnych potyczkach z Los Ganados.

Nigdy nie uznam Resident Evil 4 za najlepszą odsłonę tego japońskiego cyklu, gdyż Resident Evil to dla mnie kwintesencja survival horroru, natomiast przez ostatnie dwadzieścia lat praktycznie nie wyszła żadna lepsza strzelanka w tym stylu. Blisko była tylko pierwsza odsłona Gears of War, ale o ile ten drugi cykl najlepsze lata ma za sobą i stoi w miejscu od wielu, wielu lat, tak cykl Capcomu ewoluował naprawdę wiele razy i nawet najwięksi residentowi wyjadacze mieli problemy z niektórymi pomysłami zastosowanymi w kolejnych jego odsłonach. Na pewno jednak seria Capcomu nie zniknęła z radarów na kilkanaście lat jak chociażby jej największa konkurencja w postaci Silent Hilla, który skończył w pewnym momencie jako klon Diablo a ludzie, którzy kiedyś pracowali przy tej legendarnej serii robili lepsze horrory jak chociażby Forbidden Siren. Na całe szczęście Polacy wespół z Akirą Yamaoką oraz Ryukishi przywrócili jej dawny blask.

Ten powrót na stare śmieci był mi potrzebny. Nie wykluczam, że w przyszłości sprawdzę jeszcze Czwórkę w jakiejś innej wersji. Teraz miałem okazję sprawdzić czy mój starusieńki pożółkły Gacek jeszcze dycha i cóż mógłbym teraz dodać? Tak właśnie wyobrażam sobie raj dla graczy. Gra na fizycznym nośniku, piękny obraz uzyskany dzięki kablowi RGB, niska rozdzielczość, która zupełnie nie razi oczu, bo to gra stworzona na telewizory CRT, które bardzo dobrze ukrywały wszelkie niedoskonałości graficzne i odgłos ciężko pracującego lasera w konsoli.

Synonim grania konsolowego. Dziękuję za uwagę. Do następnego razu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W co gracie w weekend? #220

W co gracie w weekend? 478: Happiness! Sakura Celebration, DOOM The Dark Ages, Clair Obscur, Oblivion Remastered, Atelier Yumia, Dynasty Warriors Origins, Metaphor, Steins;Gate 0 PL, Monster Hunter Rise/Sunbreak, Full Metal Daemon Muramasa, Dies Irae i Kara no Shojo

W co gracie w weekend? #205