W co gracie w weekend? #527 - Nigdy nie mów nigdy. Nieskończony świat Ever17
Każdy gracz prędzej czy później trafi na gry, które są kamieniami milowymi elektronicznej rozrywki, pod warunkiem, że nie gra w jedną serię gier wideo typu FIFA oczywiście. Jedną z takich produkcji jest Ever17.
Nie jest to oczywiście pierwsza gra z gatunku visual novel w historii. Nie jest to także pierwsza gra wideo utrzymana w settingu sf. Nie da się jednak zaprzeczyć temu, że wydana blisko dwadzieścia pięć lat temu historia o grupie ludzi, która w wyniku katastrofy zostaje uwięziona w nowoczesnym podwodnym parku rozrywki o nazwie LeMu stworzyła podwaliny dla całego gatunku powieści graficznych.
W tamtym czasach japońskie tytuły oparte na bogatej fabule nie były nawet tłumaczone z japońskiego. Na początku tego wieku pojawiły się oczywiście pierwsze oficjalne tłumaczenia eroge, ale żadna z tych gier nie przebiła się do świadomości masowej. Ten stan rzeczy zmienił się wiele, wiele lat później za sprawą animowanych adaptacji części z nich oraz dzięki zbiórkom na Kickstarterze.
Szokującym jest więc fakt, że blisko ćwierć wieku temu ktoś w ogóle ośmielił się wydać na Zachodzie taki tytuł w wersji zrozumiałej dla zachodniego gracza. Jest to tym bardziej szokujące, że nawet dziś można się spotkać z opiniami Japończyków, którzy uważają, że jak jakaś gra wideo, manga lub anime nie mają oficjalnej zachodniej wersji, to najlepiej będzie jak jakiś obcokrajowiec wsiądzie w samolot do Japonii i sobie tam na miejscu kupi to co go interesuje a już najlepiej będzie jeśli się przy okazji nauczy języka japońskiego.
To dość absurdalny punkt widzenia, wziąwszy pod uwagę to, że nauka języka obcego do najłatwiejszych rzeczy nie należy, a jeśli owy język jest skomplikowany, to dla kogoś kto nie jest akurat utalentowany humanistycznie nauczenie się go jest wręcz niemożliwe.
To właśnie po to istnieją tłumacze, którzy swoją ciężką pracą są w stanie przybliżyć danej osobie konkretne dzieło. Dziś oczywiście do tłumaczeń jest używana także sztuczna inteligencja, ale żadna maszyna nie dorówna człowiekowi zajmującemu się przekładaniem na inne języki i pomimo tego, że sam sens danego dzieła jeszcze jest w stanie zachować, to pogubi się przy kontekście, gramatyce i nazwach własnych.
Ever17 trafiło kiedyś na Zachód, ale przeszło bez echa. Gatunek visual novel/dating sim nigdy nie był popularny i nigdy nie będzie, nawet pomimo takich gier jak Persona, w której zagnieździł się jako jeden z filarów tej serii jrpg. Wiele z takich gier nigdy nie doczeka się oficjalnych tłumaczeń i jest naprawdę smutne, że na niektóre z nich trzeba czekać na Zachodzie dwadzieścia lub więcej lat.
O wiele łatwiej jest powiedzieć, że lokalizacja jest bezsensowna i nie opłaca się jej robić niż ją zrobić i tak ją zrobić, żeby była z jajem. Jestem pełen podziwu, że taki Capcom wbrew wszelkim normom, nakazom, zakazom i logice stwierdził, że to nie istotne czy coś jest popularne lub nie i wydał na Zachodzie trylogię Phoenix Wright na NDS a trochę później inne japońskie studio wydało nań Hotel Dusk. Na przenośnej konsoli Nintendo pojawiło się także 999: Nine Hours, Nine Persons, Nine Doors, nomen omen tytuł, którego scenarzystą jest scenarzysta Ever17, Kotaro Uchikoshi.
Żeby skruszyć barierę niewiedzy i uprzedzeń trzeba najpierw postawić pierwszy krok. Następni ludzie postawią kolejne a później z owej przeszkody ostanie się ino piasek.
Dziś mamy już studia, które nie każą czekać swoim klientom ćwierć wieku na kolejne gry w tym gatunku.
Dziś mamy już studia, które nie każą czekać swoim klientom ćwierć wieku na kolejne gry w tym gatunku.
Zanim jednak się tak stało musiało powstać Ever17. Jest to oczywiście symulator randkowy jak prawie każda gra z gatunku visual novel. Jest to jednak taki symulator randkowy, który porusza tematy najnowszych technologii medycznych i wynalazków, a obok zwykłych rozmów o hotdogach znajdziemy w nim bardziej mroczne tematy jak uprowadzenia, terroryzm, szantaże lub skażenia środowiskowe. Nie jest to tematyka, którą znajdziemy w co drugiej szkolnej vnce o ckliwych miłostkach i przyjaźniach.
Już sam sposób prowadzenia narracji tej historii wprawi wytrwałego czytelnika w osłupienie. Z początku obserwujemy historię z perspektywy głównego bohatera. Po ukończeniu pierwszej ścieżki fabularnej czeka na nas niespodzianka, a to co dzieje się później, a już w szczególności na ostatniej z tych ścieżek, totalnie zwala z nóg. Scenarzysta, o którym wcześniej mówiłem jest znany z zaskakiwania czytelników i naprawdę ciężko mi pojąć jak wymyślił coś takiego? Wiele z tych forteli fabularnych trafi później do najlepszych powieści graficznych w historii, łączenie z kultowym Steins;Gate.
Uwielbiam wszelkie historie z gatunku sf i zupełnie nieistotne jest dla mnie medium, w którym się pojawiają. Czytałem Diunę z wywieszonym jęzorem. Byłem w szoku po efektach specjalnych w Powrocie do Przyszłości, Robocopie, Terminatorze 2 czy Matrixie. Za najlepsze odsłony Phantasy Star, Star Ocean, KotOR, Chrono Trigger/Cross czy Mass Effecty dałbym się dosłownie pokroić, więc nawet jeśli YU-NO, Ever17, czy Steins;Gate to symulatory randkowe, w których główni bohaterowie rozmawiają często o dupie Maryni, to i tak wiem, że uwielbiany przez ze mnie setting i specjalna unikalna atmosfera zrobią swoje i prędzej czy później wsiąknę w te opowieści jak kamfora.
Nie inaczej jest w przypadku Ever17. Nawet niespecjalnie trzeba się zgłębiać w losy bohaterów tej historii z pogranicza fikcji naukowej. Wystarczy posłuchać pierwszych kompozycji muzycznych Takeshiego Abo, żeby wsiąknąć w ten świat od pierwszych chwil, tylko lepiej nie wsiąkać wen całkowicie, bo się jeszcze utopimy. Nic dziwnego, że ten człowiek stworzył kilka lat później ścieżkę dźwiękową do Steins;Gate.
Ever17 skończyłem pierwszy raz w wersji na PC kilka lat temu. Gdy tylko pojawiła się informacja o remake'u na PS4 wiedziałem, że kupię jego odświeżoną wersję. Kupiłem, przeszedłem raz jakiś czas temu a kilka dni temu obudziłem się z przekonaniem, że trzeba go ograć na każdy możliwy sposób i zobaczyć wszystkie brakujące zakończenia.
Nie wiedziałem jeszcze wtedy jak bardzo mnie to wszystko wyrwie z kapci. Dawno nie poznawałem historii, która na końcu zostawi mnie z tak wielkim poczuciem dobrze wykonanego zadania.
W tym momencie pewnie powinienem napisać, że nigdy o niej nie zapomnę. Nie zrobię tego. Zdaje sobie z tego sprawę, że remake pewne rzeczy uprościł, skrócił lub usunął wiele dialogów, zmienił intro na takie, które mi się wcale nie podoba oraz przekonwertował wszystkie grafiki z formatu 4:3 na 16:9, przez co większość z nich jest poucinana. Fajnie się patrzy na tych bohaterów w 4K i słucha nowych aranżacji muzycznych, ale oryginał to oryginał. Absolutnie nic nie pobije oryginalnego rozpoczęcia tej produkcji, nawet jeśli w przyszłości powstanie milion odświeżonych wersji tej gry.
To właśnie ten oryginał trącący już powoli myszką chomikiem wytyczył szlaki dla gatunku, który ćwierć wieku temu nie istniał w świadomości wielu zachodnich graczy. Dziś już jest czymś normalnym. Każdy kto lubi bogate historie może go spróbować. Każdy kto lubi przyglądać się na swoje ulubione historie z różnych perspektyw może sięgnąć po przeróżnych przedstawicieli tego gatunku i to głównie dzięki temu, że pewni utalentowani Japończycy postanowili kiedyś zaryzykować i zrobić coś czego nie ośmieliło się zrobić wielu ich pobratymców. Przetłumaczyli swoją produkcję. Do odważnych świat należy.








Komentarze
Prześlij komentarz