W co gracie w weekend? #516: Resident Evil 0 po polsku
Ostatnio trochę mnie nie było. Rozpoczęły się Mistrzostwa Świata w piłce nożnej i choć wcale na nie nie czekałem, to nie omieszkałem sprawdzić paru spotkań albo chociaż zobaczyć bramek, które w nich padały. Na pisanie o grach wideo nie było czasu.
Nie oznacza to wcale, że w nic w tym czasie nie grałem. Trochę się ogarnąłem i w pewnym momencie grałem w pięć gier z serii Resident Evil naraz. Spodobało mi się to tak bardzo, że w jeden z nich wsiąknąłem jak kamfora. Graczy ciekawych moich spostrzeżeń na ten temat zapraszam do dalszej części wpisu.
Resident Evil 0, bo o nim mowa, to ostatnia odsłona serii o zombie wykonana w tradycyjnym stylu, a więc ze statycznymi tłami. Przeszedłem ją już kiedyś na GameCubie. Później zrobiłem to samo na Wii. Teraz przyszła kolej na wersję HD. Kupiłem już ją byłem wcześniej na PS4. Później zrobiłem to samo z wersją na Steam i to właśnie tą ostatnią wersję postanowiłem przejść. Wszystko przez fanowską polonizację, która jest dostępna w wersji na PC.
Na tle innych odsłon cyklu Capcomu Zero wyróżnia się koniecznością współpracy pomiędzy dwójką głównych bohaterów, pomiędzy którymi możemy się przełączać niemal w każdym momencie gry, oraz brakiem skrzynek, w których można umieszczać przedmioty.
W późniejszych fragmentach gry może to prowadzić do backtrackingu. Jest to jednak chyba jedyna część Resident Evil, w której dosłownie każdy przedmiot, z którym weszliśmy w interakcję, zostaje później zaznaczony na mapie i mamy doń dostęp aż do ukończenia gry.
Wcielamy się tutaj w młodą sanitariuszkę Rebeccę oraz zbiega Billy'ego, a naszym zadaniem jest przetrwać wydarzenia poprzedzające koszmar, jaki spotka później elitarny oddział policyjny z Raccoon City, S.T.A.R.S. w pierwszej odsłonie Resident Evil. Prequel dopowiada pewne wątki, wyjaśnia inne i dodaje nowe, które w ogólnym rozrachunku tworzą chyba najbardziej złożony cykl grozy w historii gier wideo. Całkiem niezły wyczyn jak na serię, która zaczynała jako growy odpowiednik kina grozy klasy B.
Spotkamy tu wiele potworności, z którymi jeden człowiek nigdy by sobie nie poradził.
Zero niejako rozwiązuje więc podstawowy zarzut stawiany pierwszym odsłonom serii żółto-niebieskich, czyli ciągłe rozdzielanie się bohaterów w chwili zagrożenia życia. Było to dobre dla imersji czy potęgowania klimatu zaszczucia i osamotnienia. Nie miało jednak żadnej logiki.
Trzeba jednak pamiętać, że to nie jest Resident Evil 4, w którym naszego towarzysza możemy jedynie schować do śmietnika. Obojętnie, którą postacią gramy, możemy liczyć na wsparcie tej drugiej i zazwyczaj działa to dobrze, z wyjątkiem sytuacji gdy uciekamy przed jakimś potworem a postać kierowana przez sztuczną inteligencję robi to za wolno, albo nie wspiera nas odpowiednio dobrze w walce. Zdarzają się też momenty kiedy nie potrafi wejść za nami na windę i trzeba się po nią wracać, ale to były początki zarządzania drugim bohaterem w tej serii. Twórcom gier można wiele wybaczyć, gdy robią coś pierwszy raz i uczą się dopiero kodować pewne rzeczy.
W dalszym ciągu jest to jednak historia pełna makabrycznych widoków, w których wszystko chce nas pożreć żywcem, więc będziemy musieli się uzbroić po zęby i odpowiednio szafować dostępnymi zapasami, jeśli postanowimy przetrwać ten koszmar do końca, a warto to zrobić tym bardziej, gdyż wersja HD klasyka z GameCube'a posiada dodatkowe stroje, których nie było w pierwszej wersji oraz co dla Polaków najważniejsze, ma całkiem udane spolszczenie w wersji na Steam, o czym już zresztą na początku wspomniałem. W tym ostatnim aspekcie każda wersja pecetowa będzie wygrywać z wersją konsolową tej samej gry, do której nie da się ściągnąć łatki z polskim tłumaczeniem.
Po skończeniu gry wcale nie musimy rozstawać się z dwójką głównych bohaterów, bo zawsze możemy się spróbować w trybie Leech Hunter, w którym możemy odblokować nagrody, których można później użyć w wątku głównym i spróbować się w czasówce i zdobyć ostatnie bronie dostępne w grze.
Nawet jeśli nie chcemy tego robić, to zawsze możemy też wcielić się w samego Alberta Weskera i pokazać wszystkim zombiakom kto jest największym potworem w cyklu Capcomu.
Dziękuję za uwagę. Do następnego razu.







Komentarze
Prześlij komentarz